O mnie

Jesteś tutaj:

Katarzyna Pustiowska

Było listopadowe popołudnie. Nie pamiętam teraz dokładnie ile miałam lat.

Stałam z tatą w lesie, robiło się coraz ciemniej, lekko siąpiło, suche liście na drzewach pokrywały się marznącą mżawką. Bardzo dobrze pamiętam co wtedy czułam: wszystkimi zmysłami chłonęłam to, co działo się wokół mnie: szeleszczące bukowe liście i jednocześnie przejmująca cisza, zapach mokrego igliwia, kory i mokrej leśnej ściółki, kontrast sypiącego śniegu, który jeszcze przed momentem był deszczem i ciemnozielone świerki, złote buki. Jedno czego pragnęłam w tamtej chwili to móc zapamiętać ten obraz, wyryć go w pamięci. Przez głowę przewijały mi się myśli: gdybym tylko miała aparat, gdybym tylko mogła to wszystko uwiecznić na kliszy.

Niedługo później poprosiłam tatę, żeby mi pokazał jak robić zdjęcia jego Zenitem E i tak to się zaczęło i tak trwa do dziś. Choć teraz już wiem, że oddać na fotografii to, co się pragniemy i co przede wszystkim czujemy, to szalenie trudne zadanie, to jednak nie mogę przestać starać się, wciąż poszukując siebie, swojej drogi. Zdjęcia i fotografia ma w sobie coś z magii. Uwieczniony obraz przywołuje nie tylko wizualne wrażenia, ale też emocje, nastroje jakie towarzyszyły nam w momencie fotografowania i jednocześnie pozwala zabrać z sobą cząstkę naszego życia, naszych uczuć, nas samych; kawałek duszy zamknięty w obrazie.

Fotografia staje się więc dla mnie dziwacznym medium, nową formą halucynacji: fałszywą na poziomie postrzegania, prawdziwą na poziomie czasu. Halucynacją umiarkowaną, w pewnym sensie skromną, podzieloną (z jednej strony „nie ma tego tutaj”, z drugiej „ale to naprawdę było”). Szalony obraz, ocierający się o rzeczywistość. /Roland Barthes/